niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 22-pierwsze ofiary, rana zrobiona nożem..

Po chwili byliśmy na miejscu, Louis chcąc obudzić Harry'ego poszarpał go lekko za włosy.
-Kurwa stary, pojebało cię?! To boli!-krzyknął Harry. Na szczęście Pattie już wysiadła z samochodu i z kimś rozmawiała przez telefon, po jej minie było widać, że średnio była zadowolona, kątem oka spojrzałam na Natalię, która spała oparta o ramię Justina.
-Nie budzisz jej?-zapytałam spoglądając pytająco na Jusa.
-Szkoda mi jej budzić, tak słodko śpi, wezmę ją na ręce.-uśmiechnął się. Nic już nie odpowiedziałam tylko wyszłam z samochodu i podeszłam do w nie najlepszym humorze mamy Justina, chciałam zapytać co się stało ale z drugiej strony lekko się wstydziłam.
-Coś się stało proszę Pani?-zapytałam łagodnym głosem.
-Myślałam, że poznam Natalię a tu nic z tego, koleżanka zadzwoniła, że szef jednak ją wcześniej wypuścił z jakiegoś wyjazdu i mam przyjechać do niej.
-Będzie Pani miała jeszcze szanse podać Natalię, założę się, że ich związek nie będzie chwilowym tylko na dłuższą metę, kto wie może nawet ślub będzie.
-Nie rozpędzaj się skarbie, nie wyobrażam sobie, że Justin w tym wieku miałby się żenić.-doskonale ją rozumiałam, Justin miał dopiero 19 lat czyli trochę za wcześnie na ślub. 
-A wyobraża sobie Pani wnuki?-uśmiechnęłam się.
-Nie, on jest jeszcze za młody na żonę, co dopiero dzieci, nie chce żeby tak wcześnie został ojcem, ponieważ odbije się to na jego karierze, z resztą wiesz o co chodzi.
Pokiwałam głową na 'tak' i spojrzałam na Justina który szedł z Natalią na rękach, podszedł do nas i spojrzał na swoją mamę pytającym wzrokiem, Pattie powiedziała mu, że jej koleżanka dzwoniła i jedzie jednak do niej. Justin nic nie odpowiedział tylko zawołał Harry'ego, który natychmiast przyszedł.
-Harry, weź ją i zanieś do naszego pokoju, numerek 69.-powiedział i przekazał Hazzie Nat na ręce, który oddalił się w stronę drzwi wejściowych do Hotelu. Pożegnałam się z mamą Justina po czym odjechali. Podeszłam do Lou i wtuliłam się w niego.
-cudowne tu jest powietrze.-wyszeptał.
-takie czyste, chce się go wdychać.-uśmiechnęłam się.

*Oczami Nat*
Obudziłam się, leżałam w łóżku a obok mnie siedział Harry, przetarłam oczy i spojrzałam na niego ze zdziwieniem, co on robi w moim i Justina pokoju?
-Harry co ty tutaj robisz? Gdzie jest Justin?-zapytałam zaciekawiona.
-Zasnęłaś w samochodzie, Justin wziął cię na ręce ale dowiedział się, że musi odwieźć swoją mamę, więc przekazał ciebie w moje ręce i kazał tu zanieść. -oznajmił mi Harry. 
Uwierzyłam mu, zresztą dlaczego miałbym mu nie wierzyć? Przecież pamiętam, że zasnęłam w samochodzie, więc to co powiedział raczej było prawdą, spojrzałam w stronę drzwi do pokoju które zaczęły się lekko uchylać, aż w końcu odtworzyły się a w progu stanął Justin. Natychmiast podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
-Tęskniłaś?-zaśmiał się Justin.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-wyszeptałam mu do ucha. Harry wstał z łóżka po czym podszedł do nasi powiedział coś w stylu "dziś o 20:00 idziemy, ja ty i Louis" po czym wyszedł. Zdziwiłam się lekko ale nie chciałam dopytywać o co chodzi, to najwidoczniej ich sprawy. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18:00, czyli jeszcze dwie godziny do wyjścia Justina z chłopakami. Może to dziwne, ale boje się trochę o Justina. Dlaczego? Sama nie mam pojęcia, po prostu przez moją głowę przechodzą złe myśli które chciałam za wszelką cenę wygonić z mojego umysłu który ich teraz nie potrzebował.Jedna z tych myśli najbardziej zaprzątała mój umysł, ale wątpię, że Justin by mnie zdradził, on nie należy do takich facetów. Jus uśmiechnął się i wziął mnie na ręce, zaczęłam się wyrywać ale Justin ani drgnął.
-Puść mnie idioto.-zaśmiałam się.
-Jak mnie nazwałaś? Teraz to pożałujesz!-rzucił mnie na łóżko i zaczął gilgotać.
-Ju..Justin, przestań, hahahahaha.-zaśmiałam się.
-Przeproś i odwołaj to jak mnie nazwałaś.-wyszeptał mi uwodzicielsko do ucha.
-Chciałbyś-powiedziałam i zaczęłam go całować..

*Oczami Harry'ego*
Dochodziła 20;00 Justin miał się zjawić lada moment, po chwili oczekiwań zjawił się z Louisem. Wiedziałem co się dziś stanie, dziś zabiję człowieka, tak samo jak Lou i Jus, trochę przerażał mnie ten fakt ale chuj z tym, Ci którzy dziś stracą życie nie zasłużyli sobie żeby w ogóle żyć na tym świecie, są po prostu dupkami i nikim więcej. Udaliśmy się w stronę samochodu który wynajęliśmy z Louisem zaraz po przyjeździe do gorącej Hiszpanii.
Justin zasiadł przed kierownicą i ruszyliśmy. Jechaliśmy bez słowa, panowała dość nieprzyjemna cisza, każdy z nas wiedział co za zadanie otrzyma, wydawało się, że Justin nawet się z tego cieszył, w końcu miał zabić jakiegoś paparazzi który truł mu od początku kariery życie.
-Yeaah, jesteśmy na miejscu, już nie mogę doczekać się kiedy zabiję skurwiela.-zakpił Jus.
Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się w stronę budynku, gdzie czekał na nas Joe, przywódca grupy w której będę do końca życia, lekko się denerwowałem ale nie chciałem żeby było po mnie widać.
-Yo, widzę, że gotowi jesteście na zadanie specjalne?-zaśmiał się Joe.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-Powiedziałem w tym samym czasie co Louis.
-No to Tommo, jedziesz ze mną, a Harry i Justin pojadą razem, spotykamy się nad rzeką, gdzie będzie  czekała druga ofiara, dla Harry'ego, trzecia będzie dla Justina a pierwszą jedziemy teraz z Louisem zabić.
-Emmm, okey, spróbuje się przygotować jakoś psychicznie i fizycznie.-powiedziałem dość poważnie.
-A no właśnie zapomniałbym, musicie ich czymś zabić.-wręczył nam bronie. 
Zacząłem lekko przewracać ją w dłoniach...
-No to tak czy inaczej, widzimy się nad rzeką, nara Bieber i Styles.
Joe i Louis wsiedli do samochodu po czym odjechali, popatrzałem się chwilę na drogę po czym również wsiadłem z Justinem do samochodu i odjechaliśmy. Myślałem co robi teraz Louis. A co z ciałami? Nie mam pojęcia..
-Jesteśmy na miejscu.-wyszeptał zachrypniętym głosem Justin. Wysiedliśmy z samochodu i podeszliśmy trochę bliżej do rzeki po czym usiedliśmy na brzegu. Ręce zaczęły mi się część, bałem się, że ktoś mnie przyłapie.
-Pękasz stary?-zaśmiał się Justin.
-Nie ale nie wiem jak ja spojrzę w oczy tej dziewczyny którą mam zabić.
-Gdy będziesz ją zabijał po prostu zaśmiej jej się w twarz i strzel, a najlepiej przed strzałem skop i w ogóle.
-Sam nie wiem, nie chcę poczuć się jak jakiś gangster czy coś.
-Od dziś nim jesteś Harry..-pokiwałem znacząco głową i spojrzałem na drogę, akurat przyjechał Joe i Louis. Natychmiast zerwaliśmy się z Justinem i podbiegliśmy do nich.
-I jak Louis? Co czułeś?-zapytał Jus.
-Czułem się jak jakiś terrorysta, ale dobrze mi z tym uczuciem, chyba to pokocham. -zdziwiła mnie jego wypowiedź, myślałem, że  będzie jakoś bardzo przejęty a tu nic.
-Twoja kolej Harry, jakieś rady Louis?-zapytał Joe.
-Śmiej się w twarz, pomyśl jak bardzo cię zraniła i strzel.-uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyliśmy w stronę małego lasu obok rzeki gdzie z daleka widziałem jakąś dziewczynę, była młoda, w sumie bardzo młoda, miała jakieś 19 lat, może 18. Na szczęście nie zauważyła nas, podszedłem od tyłu i zatkałem rękami jej buzię, tak żeby nie mogła krzyczeć. Poczułem jej strach, zaśmiałem się i wyciągnąłem pistolet, który przyłożyłem do jej głowy.
-Proszę, puść.-jęknęła przez płacz.-zaśmiałem się sarkastycznie.
-Nie suko, zginiesz, twój czas nastąpił dziś, w tej chwili, rozumiesz kurwa?!
-Proszę nie, zrobię wszystko co będziesz chciał.-zaczęła płakać jeszcze bardziej.
Nie chciałem tracić czasu, zaśmiałem się jej w twarz po czym zamknąłem oczy i strzeliłem.
Poczułem jak jej ciało opada, to dobry znak, nie żyła.
-Suka zdechła.-uśmiechnąłem się w stronę Joe. Gdzieś w głębi serca czułem, że zrobiłem źle, bardzo źle.
-Dobra robota stary.-zaśmiał się Joe.-Zaczęła zastanawiać mnie jedna rzecz, co z ciałem?
-No dobra Harry, teraz łap ją za nogi ja za ręce i wrzucamy do rzeki na 3, okey?-przełknąłem głośno ślinę, nie spodziewałem się, że tak po prostu wrzucimy jej ciało jak gdyby nigdy nic.
-Okey.-podszedłem do ciała, ta dziewczyna była taka drobna i niewinna, nie zawiniła nic, była po prostu naiwna, że uwierzyła przez telefon, że Joe to jej chłopak. Złapałem ją za nogi a Joe za ręce i podeszliśmy do rzeki w której za chwilę wylądują zwłoki.
-rzucamy na 1.. 3..2..1-ciało dziewczyny z hukiem wylądowało w wodzie a jej ciało zaczęło opadać na dno... 
-To było proste.-zaśmiał się Justin.
-Teraz twoja kolej, Justin.
-Nie mogę się doczekać aż go zabiję, to będzie bolesna śmierć.
-Na pewno.-wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy za Joe i Louisem.

*Oczami Justina* 
Jechałem samochodem, uśmiech nie schodził z mojej twarzy, ten paparazzi myślał, że pozwolę mu na te wszystkie wyzwiska? Jak tak to był w dużym błędzie.
Po jakiś 10 minutach dojechaliśmy na miejsce, z daleka widziałem tego gościa, wydawało się, że był bardzo łatwym celem, był chudy i niski co doskonale się składało bo gdyby był większy ode mnie mógłby dać radę się obronić. Wziąłem szklaną butelkę która leżała w samochodzie i wyszliśmy z pojazdu. Po cichu zaczęliśmy kierować się w stronę ofiary, która słuchała muzyki.
Podszedłem i walnąłem mu szklaną butelką w tył głowy, na co chłopak natychmiast złapał się za głowę. Popchnąłem go na ziemię i zacząłem kopać po twarzy, po brzuchu, kopnąłem mu z całej siły w nos i usłyszałem lekkie łamanie, o tak złamałem mu nos. Paparazzi zwijał się z bólu, próbował coś powiedzieć ale na marne. Poczułem, że to ta chwila, wyciągnąłem pistolet ze spodni i chciałem już strzelić ale ku mojemu zdziwieniu chłopak wyciągnął coś z tyłu spodni i wbił mi to w brzuch, to nóż, nie patrząc gdzie, strzeliłem, na szczęście w dobre miejsce, chłopak zamknął powoli oczy i odszedł do krainy snu z której już się nie wybudzi.
-Kurwa! Pomóżcie to boli! Ja pierdole, zawieście mnie do szpitala czy coś.-krzyknąłem zwijając się z bólu który wyrządził mi nożem chłopak.
-Spokojnie, wytrzymasz, przyzwyczaj się do bólu, on będzie twoim przyjacielem-powiedział Joe.
Złapałem się za ranę która krwawiła i udałem się w stronę samochodu.
-Wywalcie to ciało ja nie dam rady..
Wsiadłem po stronie pasażera i przyglądałem się jak Louis i Harry wyrzucają ciało.
Zamknąłem oczy, tak bardzo chciałem położyć się obok Natalii, jednak co ja jej powiem jak zobaczy mnie zakrwawionego, nie wiem coś muszę zmyślić. 
-No stary jak na pierwszy raz to nie najgorzej.-zaśmiał się Joe.
-Tak, teraz zawieź mnie pod Hotel.
-No dobra, Harry i Louis, pojechali drugim samochodem poznać ekipę z którą będą chodzić na akcje, ty zrobisz to jutro. -pokiwałem głową na 'tak'. Przez drogę zastanawiałem się kim jest Joe, dlaczego ma takie kontakty i w ogóle, czy policja go nie zna.
-Joe, policja wie co robisz?-zadałem dość głupie pytanie, w końcu jakby wiedzieli to zamknęli by go.
-Policja zna mnie jako Faceta który handluje narkotykami, nic więcej.
-To czyli dobrze, nie pomyślą, że to my.-Joe przytaknął głową. Spojrzałem na drogę, byliśmy już pod Hotelem, pożegnałem się z nim i wyszedłem z auta. Na szczęście przez bluzę nie było widać krwi, jednak mimo tego postanowiłem wejść tylnym wejściem.

*Oczami Pauli*
Siedziałam z Natalią w moim i Louisa pokoju, plotkowałyśmy jak zwykle.
-A ty myślałaś co z twoim bratem? Może zaprosisz go na dwa tygodnie, chłopak odpocząłby.
-Mam taki zamiar, pozna Justina i w ogóle, na pewno spodobałby mu się ten pomysł, ale nie wiem czy nie będzie miał jakiś walk, jak tak to pewnie nie przyjedzie.
-Aha.-Przypomniało mi się, że brat Nat trenuje boks i podobno często wdawał się w jakieś bójki z kolegami, ale to nie moja sprawa. 
-Kochanie, ja idę, jestem mega śpiąca, pogadamy jutro, paa.-powiedziała Nat i udała się w stronę drzwi. W sumie to mi też chciało się spać, poszłam pod prysznic, zimna woda spływała po moim ciele, gdy umyłam się, poszłam do łóżka i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


*Oczami Natalii*
Udałam się do mojego i Justina pokoju, wyszłam z uśmiechem na twarzy, jednak on zniknął gdy zobaczyłam siedzącego Justina na łóżku, a jego brzuch był cały z krwi, Justin natychmiast zakrył się bluzą.
-Co ty do cholery zrobiłeś?-krzyknęłam wyrywając mu bluzę.
-Nie ważne...
-Musimy coś z tym zrobić, Justin! Chcesz się wykrwawić na śmierć?-krzyknęłam wystraszona.
Usłyszałam z jego ust ciche 'nie' po czym poszłam do łazienki po wodę utlenioną i bandaże...

____________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki rozdział ale mam popsutego laptopa... Licze na komentarze.


10 komentarzy:

  1. O kurwa *.* to jest zajebiste :O xx Piiiisz następnyy rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Faajne ;D Pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. JEZU .. Świetne !!! *_*

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko O matko O matko !! Zajebiste! Pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawaaaaj . Megaa . <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Next proszeee <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O ! Wróciłaś <3 Nareszcie :** Co do rozdziału to serio mnie zaskoczyłaś :o ( pozytywnie ) ;3 Pisz dalej czekaMY !

    OdpowiedzUsuń
  8. zajebiste to *_* , kiedy następny ? ;oo

    OdpowiedzUsuń